Na blogu

Wciśnij enter aby wyszukać

Agnieszka Pohl – od obsesji do biznesu

Gosia Zimniak - ilustracje i infografiki / BIZNES  / Agnieszka Pohl – od obsesji do biznesu

Agnieszka Pohl – od obsesji do biznesu

SUPERMENKI to cykl wywiadów z inspirującymi kobietami.
Kreatywne, aktywne, z pasją – takie są kobiety, które coraz częściej spotykam na swojej drodze. Są to kobiety, które mnie inspirują, więc ich sylwetki chciałabym Wam przedstawiać na łamach mojego bloga, mam nadzieję, że dzięki temu zainspirują również Was.

Mogę powiedzieć, że łączą mnie z nią obsesje… podobnie jak ona uwielbiam czytać i pisać, poza tym „Obsesje” to tytuł wydawanego przez nią e-magazynu, z którym od jakiegoś czasu współpracuję, ilustrując artykuły. Osobiście poznałam ją we wrześniu zeszłego roku podczas warszawskiego eventu Książkowe S.O.S.

Dlaczego chcę, żebyście i Wy za pośrednictwem mojego bloga ją poznali? Uważam, że Agnieszka Pohl ma w sobie godną podziwu odwagę, żeby robić to, o czym pewnie wiele piszących osób, wiele blogerów (bo zaczynała jako blogerka) tylko marzy… Założyła własny magazyn internetowy, później drugi, a ostatnio została właścicielką Studia Wydawniczego „Zaklęty Papier”. Przy czym wystarczy spojrzeć na listę patronatów i partnerów magazynu „Obsesje”, żeby stwierdzić, że Agnieszka całkiem na poważnie traktuje swoją pasję…

– Dlaczego postanowiłaś założyć magazyn „Obsesje”? I skąd pomysł, żeby pod jednym tytułem połączyć literaturę i kuchnię?
Jak już wcześniej wspomniałaś, zaczynałam jako blogerka. Każdą wolną chwilę, kiedy synek miał kilka miesięcy i dużo spał, spędzałam na czytaniu książek. Jednak po lekturze, chciałam się dzielić z kimś swoimi wrażeniami. Blog nadawał się do tego idealnie. Jednak po pewnym czasie, blog spowszedniał i jego forma też. Pracowałam też dorywczo, więc troszkę mniej  treści zaczęło pojawiać się na blogu. Gdzieś w głowie pałętał mi się pomysł na magazyn. Dojrzewał długo. Takim momentem zwrotnym była sytuacja w pracy, kiedy dowiedziałam się, że nie mam co liczyć na lepsze warunki. Pozbawiona złudzeń i poirytowana zaparłam się, że muszę zrobić coś własnego, by uniezależnić się od szefów czy etatów, których i tak nie można znaleźć. Po rozmowach z mężem i jego motywacji ruszyłam ze swoim projektem. A pomysł na tytuł i tematykę przyszedł jakoś zupełnie naturalnie. Lubię gotować, lubię czytać. Smaki literackie i te kuchenne całkiem nieźle się komponują. Poza tym bez jedzenia nie da się żyć, jest ono obecne w naszym życiu, więc chciałabym, żeby literatura również istniała w naszej codzienności. A dodatkowo, słowo obsesje jest mocniejsze niż pasja.
 
– Jak wyglądały początki „Obsesji”? Co było największym wyzwaniem w trakcie rozkręcania własnego magazynu?

Początki były dość ciekawe. Wszystko robione było w wolnej chwili, czas wyrywany był z doby, przeplatany obowiązkami, które koniecznie były do wykonania. Potem chyba najgorszy był stres i to czy dany numer się spodoba. A największym wyzwaniem było i  jest realizowanie wielu rzeczy na raz. Praca i współpraca z ludźmi, ściganie się z czasem i pozyskiwanie zaufania osób trzecich. Okazuje się, że każdy dzień niesie ze sobą kolejny problem, z którym trzeba stoczyć bój. 

 
– Czy zakładając swój pierwszy e-magazyn wiedziałaś, że publikacje elektroniczne to będzie w przyszłości Twój pomysł na biznes?
W zasadzie nie wiedziałam do końca, jak moja przygoda z wydawaniem się potoczy i w jakim kierunku to wszystko pójdzie. Wiedziałam jedynie, że tym chcę się zająć, temu całkowicie poświęcić. Niesamowitą frajdę i satysfakcję sprawiało mi przygotowywanie materiałów, wybieranie zdjęć i realizowanie nowych pomysłów. Choć stresów i sytuacji kryzysowych nie brakowało, to za każdym razem udawało mi się z nich wyjść.
 
– Uwielbiam druk, a miłość do niego pogłębiły trzy lata spędzone w pracowniach grafiki warsztatowej na studiach. Dlatego uważam, że nie ma to jak drukowana książka, którą możemy dotknąć, powąchać… Czy wydając magazyny internetowe i zakładając wydawnictwo, które w swojej ofercie ma e-publikacje wróżysz rychły koniec druku? Dlaczego poszłaś w tym kierunku?
Wróżyć, nie wróżę. Jednak zadecydowały o tym głównie względy ekonomiczne. Zaczynając, całkowicie od zera, bez dotacji i wsparcia finansowego niełatwo jest zdobyć fundusze na koszty, które trzeba ponieść przy prowadzeniu firmy i wydawaniu magazynów i książek w tradycyjny sposób. Choć sama kocham papierowe książki czy gazety, to jednak coraz chętniej sięgam po gazety w formie elektronicznej i ebooki, bo są tańsze, bo dzięki jednemu kliknięciu nawet w niedziele i święta, kiedy wszystko jest pozamykane, mogę kupić sobie czasopismo czy powieść, które od dawna chciałam przeczytać. A właśnie teraz jest promocja.
 
Jesienią zeszłego roku ukazał się pierwszy numer drugiego magazynu Agnieszki pt. „Brzdąc”. To jednak nie jedyny brzdąc w jej życiu – Agnieszka jest mamą 4-letniego synka. Jak jako matka, żona i teraz bizneswoman znajduje czas na swoje pasje, jakimi są czytanie i pisanie? Ja się domyślam – kiedy przed spaniem przeglądam Facebooka często widzę posty Agnieszki, która pisze, że właśnie wkracza w świat literatury.
– Czyżby czytanie i pisanie po nocach było dla Ciebie sposobem na realizację pasji? Ostatnio na blogu zapoczątkowałam cykl „Własny Pokój” (zbieżność z Virginią Woolf nieprzypadkowa), w którym chcę poszukiwać odpowiedzi na pytanie o to, jak kobiety znajdują czas i przestrzeń dla swoich pasji i pomysłów biznesowych. Jak wygląda to u Ciebie?
Jak syn był mały robiłam to w ciągu dnia, kiedy spał. Teraz po części swoją pasję mogę realizować w ciągu godzin pracy, bo mam to szczęście,  że praca i pasja się ze sobą łączą. Jednak  kiedy syn jest w domu, nie w przedszkolu, zostają wieczory. Czasem chwila w wannie w książką, w toalecie. (śmiech) Co prawda nie posiadam półeczki w WC jak, Państwo Mellerowie, ale zawsze mogę się udać z aktualnie czytaną książką czy tabletem.  Natomiast w nocy zawsze mogę przeczytać stronę czy napisać jeden artykuł. Wtedy jest cicho, nikt już nikt ode mnie nic nie chce, nie muszę też nic innego robić.
 
– Jakie obsesje, oprócz tych wydawniczych i książkowych, ma jeszcze Agnieszka Pohl?
Moją obsesją jest przeglądanie kulinarnych blogów, zdjęć, książek kucharskich i oglądanie programów kulinarnych. No, i czekolada (śmiech).
 
Agnieszka Pohl o sobie
 
Jestem… zaangażowana i pełna wiary w to, że marzenia się spełniają.
Moje wartości życiowe… ciągle dojrzewają. Ale są takie, które niezmiennie mi towarzyszą: miłość, prawda, tolerancyjność i  wierność.
Inspiruje mnie…zdanie  w książce. Program w telewizji, artykuł w gazecie. Cokolwiek  mnie otacza, cokolwiek zobaczę, przeczytam czy usłyszę.
Zamierzam… realizować powoli założone cele, choćby to miało trwać rok czy dwa, a może nawet więcej. Nie robię postanowień noworocznych, raczej planuję i staram się dążyć do tego, co sobie wcześniej założyłam.
Moje motto życiowe… Nie poddawać się i konsekwentnie dążyć do celu, mimo wielu przeszkód. Nie ma sytuacji idealnych, zawsze nam czegoś brakuje, ale to my mamy wpływ na to, co się dzieje w naszym życiu zawodowym i prywatnym.  Skoro nie ma pracy, stwórzmy ją sobie. Bo ona sama do nas nie przyjdzie. Upór i determinacja to klucz do sukcesu.

Agnieszce bardzo dziękuję za wywiad. Wierzę, że jej “Obsesje” daleko ją zaprowadzą. Trzymam kciuki!