Nie tak oczywiste sposoby na zdobycie zlecenia

freelancerkaPolecenia, strona internetowa/portfolio, obecność w social mediach – to najpopularniejsze sposoby na zdobycie zlecenia, według ankiety, którą przeprowadziłam kiedyś na blogu (Portret Freelancera). U mnie też te metody najlepiej działają. Jednak mam na swoim koncie parę zleceń, które udało mi się zdobyć w całkiem zaskakujący i nieoczywisty sposób.

Jakie były najbardziej niestandardowe źródła moich zleceń?

Zlecenie od byłego pracodawcy

Rzucanie etatu urosło w mediach do rangi jakiegoś wyzwalającego doświadczenia. Wyobrażamy sobie, że gdy mamy już swój niesamowity pomysł na biznes i świetne perspektywy, możemy teraz, jak gdyby nigdy nic, rzucić ostentacyjnie wypowiedzenie na biurko szefa i jeszcze wygarnąć mu kilka słów na jego temat. Ja proponuję jednak zostawić po sobie dobre wrażenie i do końca dawać z siebie wszystko. Zdarzyło mi się bowiem, już na swoim, współpracować z byłym pracodawcą. Oczywiście stało się to dlatego, że utrzymywałam kontakt z byłymi kolegami z pracy, którzy wiedzieli, czym się zajmuję i gdy pojawiła się konieczność podjęcia współpracy z podwykonawcą, wybór padł na mnie, ale pewnie gdybym nie zostawiła po sobie dobrego wrażenia, nie byłoby szans na to zlecenie.

Rekrutacja na etatowe stanowisko

Ręka w górę, kto z Was w chwili kryzysu (nie mam zleceń, nic mi nie wychodzi…) zaczął się rozglądać za etatem i chodzić na rozmowy kwalifikacyjne? Ja tak. Miałam kiedyś taki kryzys. Poszłam raz na rozmowę, zrobiłam zadanie rekrutacyjne – nie dostałam etatu, ale dostałam stałą współpracę na zasadzie zdalnej. I na dodatek zapłacili mi za zadanie rekrutacyjne, bo poszlo do druku. W sumie wiem, że mój przypadek nie jest odosobniony, słyszałam o takich sytuacjach i może chodzenie na rozmowy to nie jest całkiem głupi pomysł? Czasami dobijamy się do wymarzonego klienta setką maili, które są jakby nie było trochę anonimowe i przez to ignorowane, a w przypadku rekrutacji mamy szansę się pokazać, porozmawiać ‚na żywo’, nawiązać kontakty.

Projekty własne

Kojarzysz termin ‚ego bait’? Jest to pozyskiwanie linków – na zasadzie wzajemności – od osób lub firm, które zostały wymienione w naszej publikacji (więcej w książce „Content marketing po polsku” B. Stawarz). Skojarzyło mi się to z kolejnym moim źródłem zleceń, bo często odzywają się do mnie osoby, których wypowiedzi zawarłam na jakiejś mojej grafice lub autorzy książek, na podstawie których stworzyłam infografiki. Czasami proponują zlecenie – wykonania podobnej pracy. Może to być sposób na zwrócenie uwagi wymarzonych klientów czy firm, a także pokazanie ich już w kontekście tego, co możecie dla nich zrobić – tak bym określiła, że właśnie tak to działa. Zwrócenie uwagi w ten sposób wymaga czasu i pracy, ale jeśli mamy pewność, że oferujemy coś, czym naprawdę ktoś może się zainteresować, to warto!

Jakie wnioski?

Jak widzicie, są to dość przypadkowe źródła zleceń, co prawda można je powtarzać, wpleść w strategię i rozwijać (np. chodzenie na rozmowy czy zwracanie uwagi wymarzonych klientów przez projekty własne). Przytoczenie ich jednak przeze mnie ma swoje cele:

– pokazanie, że tak naprawdę musimy mieć oczy i uszy szeroko otwarte. Zresztą to mi się podoba we freelansie, że wraz z godziną 17 i opuszczeniem miejsca pracy nie zamykam się na możliwości i na ludzi.

– pokazanie, żeby nie ograniczać się do jednej metody zdobywania zleceń (no chyba, że macie taką super niezawodną przynoszącą mnóstwo świetnych zleceń – to zachęcam do podzielenia się nią).

– pokazanie, że w każdej sytuacji warto dbać o najwyższą jakość tego, co robimy, o swoją markę… Do ostatnich dni pracy dawać z siebie wszystko, starać się nawet, jeśli to ‚tylko’ jakiś projekt własny.

– pokazanie, że warto otwarcie, wszem i wobec, mówić, czym się zajmujemy, poinformować znajomych, a nóż ktoś usłyszy, że ktoś potrzebuje tego, co my oferujemy… A jeśli mamy problem z mówieniem, można też wspomóc się taką przypinką, nosić ją przypiętą na widoku (ja np. przypięłam ją do torby), przykuwać uwagę i ciekawość.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

(KONKURS) Twoja kolej! Napisz mi w komentarzu, jaki był najbardziej nieoczywisty, zaskakujący sposób, w jaki udało Ci się zdobyć jakieś zlecenie (zamierzony lub niezamierzony). Autor najciekawszej odpowiedzi dostanie ode mnie przypinki. Na komentarze konkursowe czekam do końca środy 16 września!

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Możesz polubić także

  • http://www.paniswojegoczasu.pl/ Ola (Pani Swojego Czasu)

    Gosiu bardzo fajne te Twoje przypinki. U mnie taką rolę pełni moja torba Pani Swojego Czasu. Wiele razy dowiaduję, że poznano Panią dzięki mojej torbie :)
    Z Twojego zestawienia najważniejsze jest dla mnie „świadczenie sobą” swoich usług. W zasadzie nie spotkałam freelancera, który by tego nie miał a na etacie znowu pracodawcy zabiliby się, żeby ich pracownicy to mieli. Ja o swoim zajęciu opowiadam z taką pasją i zaangażowaniem, że rzadko się zdarza ktoś, kto potem choćby nie zerknie na to, co oferuję.

    • http://www.blogfreelancerki.pl/ Gosia Zimniak

      W sumie ja mam na jednej torbie wyhaftowaną nazwę bloga – mały, wydawałoby się nierzucający się napis, a kiedyś na jakimś większym spotkaniu pomógł mi w networkingu :)

    • http://bajla.pl/ Ania z Bajli

      Muszę zrobić bajlowe koszulki :-)

  • Edyta Hetman

    Ja co prawda pracuję na etacie, ale swojego czasu współpracowałam z osobą, która odeszła z firmy i jako freelancerka regularnie robiła dla nas korektę firmowych publikacji. I to dlatego, że osoby, które miały przyjemność a nią pracować (gdy jeszcze była pracownikem firmy) szczerze ją polecały.

  • http://fb.com/PaniKorektor Ula Łupińska

    Pracuję m.in. jako korektorka i kiedyś poprawiałam wywiad z założycielem pewnej firmy. Gdy publikacja pojawiła się online i ktoś udostępnił link na Facebooku, napisałam taki od czapy komentarz, że „o, poprawiałam to” 😉 Odpowiedziała mi siostra tego założyciela i okazało się, że akurat szuka kogoś do korekty tekstów. Po kilku komentarzach pod postem byłyśmy już dogadane – i takim sposobem współpracujemy od grudnia 2014 :)

    • http://www.blogfreelancerki.pl/ Gosia Zimniak

      Świetny przykład na to, że social media to nie tylko przemyślana, zaplanowana strategia (np. publikowania wpisów), ale przede wszystkim żywy kontakt z inną osobą, komunikacja :)

      • http://fb.com/PaniKorektor Ula Łupińska

        A mówią, że social media nie sprzedają… 😉

  • http://blog.ad3.eu/ Andrzej Kidaj – blog.ad3.eu

    Ja akurat nie miałem żadnego z powyższych przypadków, ale to co napisałaś w podsumowaniu, to szczera prawda. Czasami ktoś mnie znalazł przez wpis na blogu, przez artykuł w CA, od jakiegoś czasu coraz lepiej pozycjonuje się „najlepsze studio graficzne w lublinie”. Raz nawet dostałam zlecenie na przepisanie pracy licencjackiej, czym się w sumie nie zajmuję od czasu studiów. Ale piszę szybko, wolną chwilę miałem, więc szybka i łatwa kasa.

    Ale większość moich klientów jest jednak z polecenia. Czyli tu ważna jest dobra współpraca, nawet niekoniecznie poziom naszych projektów, bo mało kto się na tym zna i doceni. Ale klienci lubią fajną rozmowę, przyjazną atmosferę, profesjonalną i szybką obsługę. Zadowoleni polecają innym.

    Jak zwykle miałbym swój wpis ilustrujący powyższe, ale nie będę spamować :)

    • http://www.blogfreelancerki.pl/ Gosia Zimniak

      Myślisz, że ludzie nie doceniają dobrej pracy, dobrych projektów? :O

      • http://blog.ad3.eu/ Andrzej Kidaj – blog.ad3.eu

        Wielu klientów nie zauważy różnicy między wypasioną kreacją Piotra Jaworowskiego a moją dłubaniną. Za to skrupulatnie liczą kasę i chcą być szybko i sprawnie obsłużeni. Oczywiście nie wszyscy. Nike czy Coca-cola przecież nie przyjdzie do mnie tylko właśnie do Ars Thanea.

        Mój target to coś pośredniego czyli klienci szukający najlepszego stosunku jakości do ceny. Shitu za grosze im nie wcisnę, ale dużej kampanii też nie zrobię.

        Co ciekawe, teraz jestem w trakcie przygotowywania zestawu materiałów konferencyjnych dla klienta, któremu pół roku temu robiłem jedno małe zaproszenie. Ale tak mu się spodobała praca ze mną (krótka, jednodniowa), że wrócił.

  • http://www.psychetee.pl/ Magdalena Widłak-psychetee.pl

    Zgadza się, są sytuacje, które sparwiają, że przychodzi do nas klient, choć zupełnie się tego nie spodzierwaliśmy.
    To szczególnie przyjemne, kiedy klient sam do nas dotarł, poznał nas i zechciał skorzystać z usługi :)

  • Dorota

    Koleżanka fotografka, przemiła i rozmowna dziewczyna, poznała ostatnią klientkę w autobusie PKS wracając z rodzinnego miasta. Dzięki miłej rozmowie dostała zlecenie fotografowania dużego jubileuszu na 80 osób, a pani była tak zadowolona, że już umówiły się na sesję rodzinną z nowo narodzonym członkiem ich dużej rodziny :)

    • http://www.blogfreelancerki.pl/ Gosia Zimniak

      Ech, dlatego czasami żałuję, że nie jestem zbyt rozmowna :)

  • http://justynamarkowska.pl/ Justyna Markowska

    Dobrze, że zwróciłaś uwagę, że nie warto palić za sobą mostów w swojej ostatniej pracy na etacie. Ja bym jeszcze dodała, że nie warto palić za sobą mostów, gdy klient przy zleceniu jest jakiś marudny. Warto żeby mimo wszystko zapamiętał nas pozytywnie, nawet jeśli nigdy nie będzie z nami współpracował – przynajmniej nie zrobi czarnego pr :)

    Mnie najczęściej dopadają zlecenia przypadkiem. Ktoś trafiła na mojego bloga, poczytał i chce coś zlecić :) Sporo też dostaję od znajomych, który nie znam osobiście, np. poprzez grupy FB.

    • http://www.blogfreelancerki.pl/ Gosia Zimniak

      Dokładnie, z klientami jest ta sama sytuacja :)
      A klienta z bloga nie nazwałabym tak całkiem przypadkowym 😉

  • KasiaSkotnicka-Nowak Stykówka

    Ja mialam rozne przygody. Byly pracodawca po miesiacu od zwolnienia prosil o moj powrot, ale to on wczesniej spalil mosty, wiec nie skorzystalam. Ale najzabawniejsze, wprawdzie male zlecenie, zdobylam przebywajac na patologii ciazy tuz przed rozwiazaniem 😀 kobieta, z mojej sali zlecila mi sesje rodzinna 😉

  • Klaudia Kowalczyk

    Ja odrobinę zajmuje się kodowaniem layoutów blog jak i sklepów internetowych. A najdziwniejszym sposobem w jaki zdobyłam zlecenie na wykonanie szablonu bloga było najechanie mojego domu przez światków jechowych. Po krótkiej rozmowie okazało się, że jeden z Panów prowadzi bloga i potrzebuje w nim zmian. Chętnie się zgłosiłam, opowiedziałam trochę o swoich pracach i tak dostałam zlecenie.

  • http://www.niebieskistoliczek.pl/ Niebieski Stoliczek

    Bardzo dobry post. Ja pracuję na etacie ale nie ukrywam, że przydałaby się jakaś dodatkowa kasa i nieśmiało rozglądam się po rynku.