Jakie rady dałabym początkującej sobie?

blog freelancerki

Gdybym te prawie pięć lat temu, kiedy zaczynałam własną działalność wiedziała to, co wiem teraz, to obecnie byłabym na freelanserskim szczycie, a na koncie miałabym miliony 😉  A na pewno uniknęłabym kilku błędów, stresu i nieprzespanych nocy spędzonych na myśleniu: I co teraz? Co zrobić?

Gdy zaczynałam, w 2011 roku nie było tylu inicjatyw dla przedsiębiorczych osób, nie było grup na Facebooku, gdzie wpisując swój problem otrzymujesz mnóstwo rad i wskazówek od innych przedsiębiorczych osób, nie było popularne dzielenie się wiedzą… Mam wrażenie, że przez te cztery lata „moda” na przedsiębiorczość i zakładanie własnych biznesów (zwłaszcza przez kobiety) rozkwitła, wiele się zmieniło.

Zmieniłam się ja, wiele się nauczyłam, nie tylko na podstawie własnych błędów, ale i rozmów (m.in. z coachem) oraz przeczytanych książek. W 2011 roku zaczynałam z jedną książką Briana Tracy’ego pod pachą („A teraz… stwórz wielką firmę”), teraz moja biblioteczka biznesowo-marketingowa pęka w szwach.

I widząc siebie z początków mojej działalności – patrząc na to, jak błądzę i działam po omacku – co bym poradziła sobie wiedząc to, co wiem teraz?

1. Nie trać tyle czasu na portalach ze zleceniami

Gdy zaczynałam własną działalność były dwa portale tego typu, na nich sporo zleceń i jeszcze więcej osób chętnych do pracy. O tym, że czas spędzony na tych portalach uważam za stracony pisałam już we wpisie Czego nie zrobisz, aby zdobyć klienta. Przy okazji tego wpisu odezwały się osoby, które chwalą sobie zdobywanie zleceń w ten sposób, więc nie neguję całkowicie tej metody.  Jednak jeśli o mnie chodzi, totalnie się ona nie sprawdziła i zraziłam się do portali ze zleceniami. Na początku mojej działalności z uporem maniaka przeglądałam zlecenia szukając wśród nich perełki. Serce mnie bolało, kiedy widziałam oferty pisania tekstów za złotówkę i serce mnie bolało, gdy pisałam takie teksty… Może obrałam złą strategię… W każdym razie moja działalność na tych portalach na pewno nie warta była tej ilości czasu, jaką na to poświęcałam.

I w związku z tym, że nie lubię negować czegoś, nie dając alternatywy – co bym wtedy poradziła sobie w zamian?

Wyloguj się z tych portali – wyjdź do ludzi.

Szukaj potencjalnych klientów wśród znajomych i ich znajomych, poznawaj nowe osoby, buduj sieć kontaktów. Ja w pewnym momencie wyszłam z domu – zaczęłam się udzielać w fundacji i do dzisiaj nawiązane dzięki temu relacje procentują biznesowo i nie tylko…

2. Zadbaj o ruch na stronie internetowej

O metamorfozie, jaką przeszła moja strona i moje podejście do niej też już pisałam jakiś czas temu (Mój przepis na stronę freelancera)…  Kiedyś moja strona gosiarysuje.pl była tylko portfolio – z założenia – miejscem, do którego mogę podesłać link, jak ktoś będzie zainteresowany obejrzeniem moich prac. Nie myślałam totalnie, aby skoro już mam tę stronę, przyciągnąć na nią odpowiednie osoby. Co prawa jakieś zlecenia z niej miałam, ale obecnie jest ich o wiele więcej. Na co postanowiłam ostatnio? Zainteresowałam się SEO (hmm, wiadomo, że pozycjonowanie wymaga czasu, więc warto to robić od początku istnienia strony) i postawiłam na content marketing, czyli tworzenie wartościowych treści. O mocy wartościowego contentu w budowaniu eksperckiego zaplecza już się przekonuję… Jeszcze nawet do niedawna w ogóle miałam wątpliwości, czy strona o mało poważnie brzmiącej nazwie gosarysuje.pl zainteresuje poważnych, dużych klientów… dzisiaj zdumiewa mnie to, jakie poważne instytucje (na skalę europejską) się do mnie odzywają.

3. Dokładnie przemyśl moment założenia działalności gospodarczej

Zdaję sobie sprawę, że są osoby, które w nieskończoność przesuwają moment założenia własnej działalności… z obawy, ze strachu nie podejmują działania. Ja do takich spektakularnych ruchów i zmian jestem zawsze pierwsza. Bardzo chciałam już być dumną właścicielką firmy i kiedy dostałam propozycję zakamuflowanego własną działalnością etatu, od razu pobiegłam do Urzędu zarejestrować firmę. W taki sposób prawie cała ulga w postaci preferencyjnego ZUSu „przepadła” mi, gdy tak naprawdę miałam super sytuację – comiesięczna pensja wpływała na konto. Nie wiem, czy w tamtej sytuacji byłoby jakieś inne rozwiązanie, inne umowy itp. Ale pewnie wiedząc to, co wiem dzisiaj (że im dalej odłożymy konieczność płacenia ZUSu preferencyjnego, tym dalej odłożymy płacenie ZUSu normalnego) pewnie bardziej bym przemyślała ten krok. W sumie czasami też żałuję, że wtedy nie zainteresowałam się jakąś dotacją na własną działalność. Tak mi się spieszyło, że nawet o tym nie pomyślałam.

4. Od samego początku zbieraj referencje

Kiedyś moim klientem była bardzo duża, popularna firma. I bardzo żałuję, że nie wzięłam wtedy od nich żadnych referencji (w sumie zaczęłam je załatwiać, ale jakoś w pewnym momencie odpuściłam).

Po co freelancerowi grafikowi referencje? Przecież portfolio moi samo za siebie. Niby tak, ale czasami, tak jak w przypadku tamtego zlecenia, nie można projektu dołączyć do portfolio. Teraz takie referencje byłyby jedynym, jakimkolwiek  śladem mojej współpracy z tą firmą.

Referencje często mówią to, czego nie widać na projekcie w portfolio – o tym, że przestrzegamy terminów, że współpraca z nami jest przyjemnością (oczywiście pod warunkiem, że dostajemy takie referencje J) – że wszystko przebiegło bez problemów. Myślę, że to może być czasami naszą kartą przetargową. Dlatego warto prosić o referencje/opinie i warto zadbać, żeby były one wartościowe. Ostatnio poprosiłam klienta o opinię na temat mojej pracy – nie dosyć, że była mega krótka i nic nie wnosząca, to jeszcze miałam wrażenie, że ta opinia reklamowała jego, a nie mnie.

Co zatem zrobić, aby taka opinia była dla nas przydatna?

  • Oczywiście podstawą jest zadowolenie klienta, więc zawsze dbaj o najwyższą jakoś tego, co robisz.
  • Referencje można napisać samodzielnie i dać do podpisania klientowi. Zauważam, że to powszechnie stosowany sposób (ciekawie pisze o tym też Andrzej Kidaj na swoim blogu). Dzięki temu mamy pewność, że w referencjach znajdą się pomocne naszej działalności informacje oraz oszczędzamy ‘problemu’ naszemu klientowi.
  • Dobrym pomysłem jest stworzenie internetowej ankiety. Pytania pomocnicze sprawią, że nasi klienci chętniej wyrażą swoją opinię.

5. Oszczędzaj, odkładaj na gorsze czasy

Jeśli chodzi o zlecenia, to bardzo często działalność freelancera przypomina rollercoaster.  Albo masz tyle do zrobienia, że nie wiesz, w co włożyć w ręce, albo rwiesz sobie włosy z głowy, bo na horyzoncie nic nowego się nie pojawia. Oczywiście najlepiej  jest tak rozplanowywać pracę i promocję (nie zaniedbywać działań promocyjnych w czasie, gdy pracuje się nad większym zleceniem), żeby cały czas mieć coś do roboty. I nauczyłam się, że podstawą jest oszczędzanie. Ono nigdy nie było moją mocną stroną, gdy tylko na konto wpływało coś ekstra – znajdowałam mnóstwo rzeczy, które mogę za to kupić. Obecnie trochę ostrożniej podchodzę do pieniędzy – staram się mieć zawsze jakiś zapas… na gorsze czasy, na wypadek, gdyby klienci bardzo spóźniali się z zapłatą za faktury…

6. Szukaj wsparcia wśród innych przedsiębiorczych osób

Z mojego otoczenia praktycznie nikt nie miał własnej działalności. Rodzina całkowicie oddana wizji etatu. I jak tylko spotykałam osobę, która miała swoją firmę – to wiele dawała mi rozmowa z nią – podobny świat, podobne problemy i wyzwania. Obecnie widzę, że osoby startujące mają łatwiej pod tym względem. Chociażby dlatego, że networking online rośnie w siłę. Zresztą nie tylko ten internetowy – jest mnóstwo wydarzeń, na które przychodzą przedsiębiorcze osoby, są spotkania o charakterze networkingowym. Pięć lat temu albo tego nie było, albo nie było o tym tak głośno jak teraz. Przez długi czas byłam trochę odludkiem zachłyśniętym niezależną pracą w domu. Nikogo się nie radziłam, a feedbacku pewnie nawet trochę bałam. Dzisiaj otwieram się na to, chociażby uczestnicząc w spotkaniach wspaniałego zespołu wsparcia złożonego z cudownych, kreatywnych i przedsiębiorczych dziewczyn (o naszym Dream Teamie pisze Agnieszka z Pracowni Edukreacji).

 

To są kwestie, które z perspektywy czasu widzę, że mogłabym robić/nie robić/robić inaczej…

Są też inne kwestie, do których na początku bym podeszła inaczej, ale w sumie uważam, że efekt nie byłby taki sam, że nie dałoby się iść drogą na skróty. To kwestie, które wymagają doświadczenia i przepracowania:

  • Wybór specjalizacji. Uważam, że specjalizacja jest czymś świetnym – pozwala być ekspertem – docelowo więcej zarabiającym, a także robić wyłącznie to, co chce się robić. Na początku działalności nie miałam tyle propozycji, żeby w nich przebierać. Trzeba było się utrzymać, więc przyjmowałam wszystko. Teraz po realizowaniu tych różnego rodzaju zleceń dla różnego rodzaju klientów, mam jasną wizję tego, co bym chciała robić i dla kogo pracować.
  • Blog Freelancerki. Mogłabym się zastanawiać i pluć sobie w brodę: dlaczego ja nie założyłam Bloga Freelancerki na początku mojej działalności? To by rozwiązało wiele moich początkowych problemów (np. z brakiem zleceń czy kontaktów z innymi przedsiębiorczymi osobami). Tylko żeby pisać na Blogu Freelancerki musiałam trochę pobyć tą freelancerką, doświadczyć tego, zdobyć wiedzę, którą teraz mogę się dzielić. Nie kręci mnie pisanie fikcji, czy zdobywanie wiedzy tylko po to, aby napisać artykuł. Między zdobyciem wiedzy a napisaniem tekstu na bloga jest jeszcze moje działanie, moje doświadczenie. Zresztą sama nie podchodzę z ufnością do blogów, na których pierwszy wpis ma tytuł: Jak pisać poczytnego bloga?

 

 Twoja kolej!

A Ty masz jakąś radę dla początkującej, początkującego siebie?