Jakie rady dałabym początkującej sobie?

blog freelancerki

Gdybym te prawie pięć lat temu, kiedy zaczynałam własną działalność wiedziała to, co wiem teraz, to obecnie byłabym na freelanserskim szczycie, a na koncie miałabym miliony 😉  A na pewno uniknęłabym kilku błędów, stresu i nieprzespanych nocy spędzonych na myśleniu: I co teraz? Co zrobić?

Gdy zaczynałam, w 2011 roku nie było tylu inicjatyw dla przedsiębiorczych osób, nie było grup na Facebooku, gdzie wpisując swój problem otrzymujesz mnóstwo rad i wskazówek od innych przedsiębiorczych osób, nie było popularne dzielenie się wiedzą… Mam wrażenie, że przez te cztery lata „moda” na przedsiębiorczość i zakładanie własnych biznesów (zwłaszcza przez kobiety) rozkwitła, wiele się zmieniło.

Zmieniłam się ja, wiele się nauczyłam, nie tylko na podstawie własnych błędów, ale i rozmów (m.in. z coachem) oraz przeczytanych książek. W 2011 roku zaczynałam z jedną książką Briana Tracy’ego pod pachą („A teraz… stwórz wielką firmę”), teraz moja biblioteczka biznesowo-marketingowa pęka w szwach.

I widząc siebie z początków mojej działalności – patrząc na to, jak błądzę i działam po omacku – co bym poradziła sobie wiedząc to, co wiem teraz?

1. Nie trać tyle czasu na portalach ze zleceniami

Gdy zaczynałam własną działalność były dwa portale tego typu, na nich sporo zleceń i jeszcze więcej osób chętnych do pracy. O tym, że czas spędzony na tych portalach uważam za stracony pisałam już we wpisie Czego nie zrobisz, aby zdobyć klienta. Przy okazji tego wpisu odezwały się osoby, które chwalą sobie zdobywanie zleceń w ten sposób, więc nie neguję całkowicie tej metody.  Jednak jeśli o mnie chodzi, totalnie się ona nie sprawdziła i zraziłam się do portali ze zleceniami. Na początku mojej działalności z uporem maniaka przeglądałam zlecenia szukając wśród nich perełki. Serce mnie bolało, kiedy widziałam oferty pisania tekstów za złotówkę i serce mnie bolało, gdy pisałam takie teksty… Może obrałam złą strategię… W każdym razie moja działalność na tych portalach na pewno nie warta była tej ilości czasu, jaką na to poświęcałam.

I w związku z tym, że nie lubię negować czegoś, nie dając alternatywy – co bym wtedy poradziła sobie w zamian?

Wyloguj się z tych portali – wyjdź do ludzi.

Szukaj potencjalnych klientów wśród znajomych i ich znajomych, poznawaj nowe osoby, buduj sieć kontaktów. Ja w pewnym momencie wyszłam z domu – zaczęłam się udzielać w fundacji i do dzisiaj nawiązane dzięki temu relacje procentują biznesowo i nie tylko…

2. Zadbaj o ruch na stronie internetowej

O metamorfozie, jaką przeszła moja strona i moje podejście do niej też już pisałam jakiś czas temu (Mój przepis na stronę freelancera)…  Kiedyś moja strona gosiarysuje.pl była tylko portfolio – z założenia – miejscem, do którego mogę podesłać link, jak ktoś będzie zainteresowany obejrzeniem moich prac. Nie myślałam totalnie, aby skoro już mam tę stronę, przyciągnąć na nią odpowiednie osoby. Co prawa jakieś zlecenia z niej miałam, ale obecnie jest ich o wiele więcej. Na co postanowiłam ostatnio? Zainteresowałam się SEO (hmm, wiadomo, że pozycjonowanie wymaga czasu, więc warto to robić od początku istnienia strony) i postawiłam na content marketing, czyli tworzenie wartościowych treści. O mocy wartościowego contentu w budowaniu eksperckiego zaplecza już się przekonuję… Jeszcze nawet do niedawna w ogóle miałam wątpliwości, czy strona o mało poważnie brzmiącej nazwie gosarysuje.pl zainteresuje poważnych, dużych klientów… dzisiaj zdumiewa mnie to, jakie poważne instytucje (na skalę europejską) się do mnie odzywają.

3. Dokładnie przemyśl moment założenia działalności gospodarczej

Zdaję sobie sprawę, że są osoby, które w nieskończoność przesuwają moment założenia własnej działalności… z obawy, ze strachu nie podejmują działania. Ja do takich spektakularnych ruchów i zmian jestem zawsze pierwsza. Bardzo chciałam już być dumną właścicielką firmy i kiedy dostałam propozycję zakamuflowanego własną działalnością etatu, od razu pobiegłam do Urzędu zarejestrować firmę. W taki sposób prawie cała ulga w postaci preferencyjnego ZUSu „przepadła” mi, gdy tak naprawdę miałam super sytuację – comiesięczna pensja wpływała na konto. Nie wiem, czy w tamtej sytuacji byłoby jakieś inne rozwiązanie, inne umowy itp. Ale pewnie wiedząc to, co wiem dzisiaj (że im dalej odłożymy konieczność płacenia ZUSu preferencyjnego, tym dalej odłożymy płacenie ZUSu normalnego) pewnie bardziej bym przemyślała ten krok. W sumie czasami też żałuję, że wtedy nie zainteresowałam się jakąś dotacją na własną działalność. Tak mi się spieszyło, że nawet o tym nie pomyślałam.

4. Od samego początku zbieraj referencje

Kiedyś moim klientem była bardzo duża, popularna firma. I bardzo żałuję, że nie wzięłam wtedy od nich żadnych referencji (w sumie zaczęłam je załatwiać, ale jakoś w pewnym momencie odpuściłam).

Po co freelancerowi grafikowi referencje? Przecież portfolio moi samo za siebie. Niby tak, ale czasami, tak jak w przypadku tamtego zlecenia, nie można projektu dołączyć do portfolio. Teraz takie referencje byłyby jedynym, jakimkolwiek  śladem mojej współpracy z tą firmą.

Referencje często mówią to, czego nie widać na projekcie w portfolio – o tym, że przestrzegamy terminów, że współpraca z nami jest przyjemnością (oczywiście pod warunkiem, że dostajemy takie referencje J) – że wszystko przebiegło bez problemów. Myślę, że to może być czasami naszą kartą przetargową. Dlatego warto prosić o referencje/opinie i warto zadbać, żeby były one wartościowe. Ostatnio poprosiłam klienta o opinię na temat mojej pracy – nie dosyć, że była mega krótka i nic nie wnosząca, to jeszcze miałam wrażenie, że ta opinia reklamowała jego, a nie mnie.

Co zatem zrobić, aby taka opinia była dla nas przydatna?

  • Oczywiście podstawą jest zadowolenie klienta, więc zawsze dbaj o najwyższą jakoś tego, co robisz.
  • Referencje można napisać samodzielnie i dać do podpisania klientowi. Zauważam, że to powszechnie stosowany sposób (ciekawie pisze o tym też Andrzej Kidaj na swoim blogu). Dzięki temu mamy pewność, że w referencjach znajdą się pomocne naszej działalności informacje oraz oszczędzamy ‘problemu’ naszemu klientowi.
  • Dobrym pomysłem jest stworzenie internetowej ankiety. Pytania pomocnicze sprawią, że nasi klienci chętniej wyrażą swoją opinię.

5. Oszczędzaj, odkładaj na gorsze czasy

Jeśli chodzi o zlecenia, to bardzo często działalność freelancera przypomina rollercoaster.  Albo masz tyle do zrobienia, że nie wiesz, w co włożyć w ręce, albo rwiesz sobie włosy z głowy, bo na horyzoncie nic nowego się nie pojawia. Oczywiście najlepiej  jest tak rozplanowywać pracę i promocję (nie zaniedbywać działań promocyjnych w czasie, gdy pracuje się nad większym zleceniem), żeby cały czas mieć coś do roboty. I nauczyłam się, że podstawą jest oszczędzanie. Ono nigdy nie było moją mocną stroną, gdy tylko na konto wpływało coś ekstra – znajdowałam mnóstwo rzeczy, które mogę za to kupić. Obecnie trochę ostrożniej podchodzę do pieniędzy – staram się mieć zawsze jakiś zapas… na gorsze czasy, na wypadek, gdyby klienci bardzo spóźniali się z zapłatą za faktury…

6. Szukaj wsparcia wśród innych przedsiębiorczych osób

Z mojego otoczenia praktycznie nikt nie miał własnej działalności. Rodzina całkowicie oddana wizji etatu. I jak tylko spotykałam osobę, która miała swoją firmę – to wiele dawała mi rozmowa z nią – podobny świat, podobne problemy i wyzwania. Obecnie widzę, że osoby startujące mają łatwiej pod tym względem. Chociażby dlatego, że networking online rośnie w siłę. Zresztą nie tylko ten internetowy – jest mnóstwo wydarzeń, na które przychodzą przedsiębiorcze osoby, są spotkania o charakterze networkingowym. Pięć lat temu albo tego nie było, albo nie było o tym tak głośno jak teraz. Przez długi czas byłam trochę odludkiem zachłyśniętym niezależną pracą w domu. Nikogo się nie radziłam, a feedbacku pewnie nawet trochę bałam. Dzisiaj otwieram się na to, chociażby uczestnicząc w spotkaniach wspaniałego zespołu wsparcia złożonego z cudownych, kreatywnych i przedsiębiorczych dziewczyn (o naszym Dream Teamie pisze Agnieszka z Pracowni Edukreacji).

 

To są kwestie, które z perspektywy czasu widzę, że mogłabym robić/nie robić/robić inaczej…

Są też inne kwestie, do których na początku bym podeszła inaczej, ale w sumie uważam, że efekt nie byłby taki sam, że nie dałoby się iść drogą na skróty. To kwestie, które wymagają doświadczenia i przepracowania:

  • Wybór specjalizacji. Uważam, że specjalizacja jest czymś świetnym – pozwala być ekspertem – docelowo więcej zarabiającym, a także robić wyłącznie to, co chce się robić. Na początku działalności nie miałam tyle propozycji, żeby w nich przebierać. Trzeba było się utrzymać, więc przyjmowałam wszystko. Teraz po realizowaniu tych różnego rodzaju zleceń dla różnego rodzaju klientów, mam jasną wizję tego, co bym chciała robić i dla kogo pracować.
  • Blog Freelancerki. Mogłabym się zastanawiać i pluć sobie w brodę: dlaczego ja nie założyłam Bloga Freelancerki na początku mojej działalności? To by rozwiązało wiele moich początkowych problemów (np. z brakiem zleceń czy kontaktów z innymi przedsiębiorczymi osobami). Tylko żeby pisać na Blogu Freelancerki musiałam trochę pobyć tą freelancerką, doświadczyć tego, zdobyć wiedzę, którą teraz mogę się dzielić. Nie kręci mnie pisanie fikcji, czy zdobywanie wiedzy tylko po to, aby napisać artykuł. Między zdobyciem wiedzy a napisaniem tekstu na bloga jest jeszcze moje działanie, moje doświadczenie. Zresztą sama nie podchodzę z ufnością do blogów, na których pierwszy wpis ma tytuł: Jak pisać poczytnego bloga?

 

 Twoja kolej!

A Ty masz jakąś radę dla początkującej, początkującego siebie?

 

Możesz polubić także

  • http://kobietawe-biznesie.pl/ Kobieta w e-biznesie.pl

    O Brianie Tracy słyszałam już legendy, a dziś mam w ręku pierwszy raz jego książkę i to wiele wyjaśnia. Można cytować każdą linijkę jego tekstu, facet strzela złotymi biznesowymi myślami. 5 lat? Wow, to ze mnie jest nieopierzony kurczak :) wezmę sobie Twoje rady do serca, zwłaszcza o zbieraniu referencji.

    • http://blog.ad3.eu/ Andrzej Kidaj – blog.ad3.eu

      Ja jakieś 7 lat temu pierwszy raz posłuchałem BT na audiobooku, potem dorwałem Napoleona Hilla i Nikodema Marszałka. Miesiąc później powiedziałem szefowi, że odchodzę i założyłem własną DG zanim emocje i adrenalina po pewnej książce opadły. Tym czymś było „Odrodzenie Feniksa” Nikodema Marszałka.

      • http://www.blogfreelancerki.pl/ Gosia Zimniak

        To Cię poniosło… 😉

        • http://blog.ad3.eu/ Andrzej Kidaj – blog.ad3.eu

          A żebyś wiedziała. Miałem taką adrenalinę przez jakiś czas, że czułem się jak na haju. I pewnie gdybym wtedy tego nie zrobił, do tej pory siedziałbym na etacie, bo bym się już nie odważył.

          Żona (świeżo upieczona) była przerażona, znajomi pukali się w głowę. Po jakimś czasie, gdy emocje opadły mówiłem sobie „co ja zrobiłem, co ja zrobiłem”. Ale nie żałuję tego i nie widzę siebie z powrotem na etacie :)

    • Katarzyna Bogusz-Przybylska

      Mnie wkurza hasło pojawiające się ostatnio przy nazwisku Briana Tracy’ego „Stań się lepszą wersją siebie”. To uwłacza każdej osobie. My jesteśmy super tacy jacy jesteśmy. Mamy talenty. Nie jesteśmy pozbawieni wad, słabości. I to jest piękne. Trzeba się uczyć wykorzystywać i plusy i minusy, akceptować, a nie ciągle bić się w pierś, że coś jest z nami nie tak. Bardzo nie lubię gonienia tego idealnego króliczka, który jest nie do złapania = nie do osiągnięcia. (to tak dygresyjnie :) ).

      • http://www.blogfreelancerki.pl/ Gosia Zimniak

        Dlatego do Briana Tracy’ego podchodzę z otwartą głową – biorę do siebie to, co odpowiada mojej sytuacji i wartościom (bo zdaję sobie sprawę z tego, że niektóre z jego stwierdzeń są radykalne). Zresztą chyba każdy poradnik powinno się tak czytać :)

    • http://www.blogfreelancerki.pl/ Gosia Zimniak

      Ja też nie czytałam zbyt wiele jego książek – właściwie tą, o której wspomniałam i jakiś czas temu jedną z nowszych… od deski do deski dwa razy i mam ją całą pokreśloną – tyle w niej dla siebie znalazłam :)

  • KasiaSkotnicka-Nowak Stykówka

    Póki co sama jestem początkującą freelancerką, więc za kilka lat pewnie inaczej podejdę do tematu 😀
    Grupy wsparcia na pewno dużo dają, ale mi nadal brakuje kontaktów „na żywo” z innymi freelancerkami. Mam nadzieję, że będzie ich coraz więcej 😉
    A referencje zbieram od samiutkiego początku, a właściwie jeszcze jak zlecenia były tylko dodatkiem do etatu. Myślę, że to super sprawa dla przyszłych klientów.
    Co do bloga freelancerki – ważne, że powstał w ogóle! :) pozdrawiam!

  • http://gniazdowanie.blogspot.com/ Kasia Ju Gniazdowanie

    No tak pisanie za złotówkę. Pamiętam te czasy. Też tak zaczynałam. Chyba każdy freelancer tak zaczynał. Przynajmniej wtedy, bo widzę, że zaczynałyśmy mniej więcej w tym samym czasie. Te teksty nauczyły mnie szybkiego pisania i szybkiej analizy informacji. Takie teksty traktowałam trochę jak sposób sprawdzenia mnie przez klienta. I dzięki takim tekstom dostawałam od nich dużo lepsze zlecenia. To była niezła szkoła. I wcale jej nie żałuję. Dzięki portalom ze zleceniami poznałam swoją wartość jako freelancera. Wtedy nie było jeszcze grup wsparcia. Miałam małe dziecko, w drodze było drugie i czasami miałam ochotę kogoś się poradzić. A tu zonk. Uczyłam się na własnych błędach. Teraz jest o niebo lepiej. Czasami żałuję, że trochę po macoszemu potraktowałam mojego pierwszego bloga, a w konsekwencji go zupełnie zamknęłam. Fakt, brakowało mi czasu, ale tego czego się nauczyłam na początku nikt mi nie odbierze. Przyjemnie czyta się Twoje posty. Pozdrawiam serdecznie i gratuluję :)

    • http://www.blogfreelancerki.pl/ Gosia Zimniak

      Dziękuję :)
      Nie jesteś pierwszą osobą, która przyznaje, że ma pozytywne doświadczenia z portalami ze zleceniami. Ja widocznie miałam złą strategię, że nie umiem żadnych pozytywów z tego doświadczenia wynieść :)

      • http://gniazdowanie.blogspot.com/ Kasia Ju Gniazdowanie

        To chyba moje podejście, że wszystko jest po coś. Nawet te negatywne doświadczenia. I z wszystkiego możemy wyciągnąć wnioski o sobie. Przyznaję jednak, że jeszcze dwa lata po tym jak już nie korzystałam z portali zastanawiałam się na co mi to było. Dopiero teraz patrzę na to z dystansem. Pozdrowienia :)

  • http://matka-po-raz-pierwszy.blogspot.com/ Gosia

    Ze wszystkim się zgadzam :) Szczególnie z budowaniem sieci klientów – teraz, na szczęście, jestem już na etapie, że zlecenia same do mnie napływają, bo ktoś mnie komuś polecił albo ktoś przeczytał mój tekst i mu się spodobał. To naprawdę cieszy, że nie trzeba już przeglądać portali ze zleceniami (też tak zaczynałam), choć czasem jeszcze zajrzę, ale już z przekonaniem i świadomością, że mogę oferować stawki adekwatne do mojego doświadczenia, a nie „byle mniej, byle się załapać”.

    Mamy podobny staż: ja jestem free od prawie 6 lat :)

    Myślałam też nad założeniem bloga, właśnie o tematyce free, przedsiębiorczości itp. itd., ale kurczę – brakuje mi na to czasu…

    • http://www.blogfreelancerki.pl/ Gosia Zimniak

      Przyznaję, blogowanie jest dosyć czasochłonne :)

  • http://blog.ad3.eu/ Andrzej Kidaj – blog.ad3.eu

    Prawie do każdego punktu mógłbym zalinkować jakiś mój wpis, ale ograniczę się do komentarzy :)

    1. Czasami zastanawiam się, po co są te portale i dochodzę do wniosku, że jedynym zarabiającym jest właściciel serwisu. Aż dziwne, że ludzie dają się na to nabierać.

    2. Prawda. Ja o to nie zadbałem (nie umiałem, nie miałem czasu, szukałem zleceń) i w sumie jestem daleko za Tobą, chociaż zaczynałem wcześniej.

    3. Najlepszy czas na działanie jest TERAZ. Im dłużej odkładasz tym większe szanse, że nie założysz. Jak gdybym się zastanawiał, wciąż tkwiłbym na etacie. O dotacjach czytałem, słuchałem, rozmawiałem. Odpuściłem, bo w moim przypadku więcej byłoby z tym roboty niż zysku. To wcale nie tak, że dają każdemu, kto chce. Jeśli nie musisz inwestować w drogi sprzęt to lepiej to olać i robić swoje.

    4. Hehe, tu mnie podlinkowałaś, więc nie muszę się powtarzać, DZIĘKI :) Faktem jest, że nie szkodzi ich mieć, ale czy faktycznie się przydają? Niektórym ludziom tak, mi chyba jeszcze nigdy. W każdym razie żaden klient nie powiedział „ma pan świetne referencje, dam panu zlecenie”.

    5. Ech z tym odkładaniem i zaczynaniem działalności z rezerwą. Ja przy starcie nie miałem zupełnie nic, po pół roku (akurat początek 2010) pożyczałem na ZUS, bo przez 3 miechy pies z kulawą nogą się nie zaplątał. Dopiero teraz zacząłem porządnie odkładać. Zazwyczaj jest tak, że co mam jakąś większą kasę, to zaraz płacę kwartalny VAT i wracam do punktu wyjścia :)

    6. Networking to super sprawa. W Lublinie sporo się dzieje. Jest LbnSocial, Czwartkik z Social Media (to akurat ogólnopolskie), MoM i wiele innych. Można poznać wielu ludzi a oni znają innych ludzi, którzy być może będą mieli zapotrzebowanie na Twoje usługi.

    Co do specjalizacji, to z jednej strony fajnie jest być ekspertem. Z drugiej, jak piszesz, trzeba jednak dywersyfikować źródła dochodu zanim zbudujemy swoją markę. Znam świetnych wymiataczy, który szybko z własnej działalności wrócili na etat, bo tam mieli swoje konkretne poletko, gdzie mogli się wykazać. Ja gdybym robił jedną lub nawet kilka rzeczy, też musiałbym zamykać działalność. A tak robię wiele różnych rzeczy (czasami mówię, że jestem jednoosobową agencją reklamową i nie ma w tym wiele przesady). I w sumie lubię to, więc raczej nie ograniczę się do jednej specjalizacji, tym bardziej, że musiałbym kilku stałych klientów odesłać z kwitkiem, bo dla każdego robię co innego :)

    No właśnie, jak napisać poczytnego bloga? Bo mi od wielu lat nie bardzo to wychodzi…

    • http://www.blogfreelancerki.pl/ Gosia Zimniak

      Widzisz Andrzej, jeszcze nie zdołałam przeczytać całego Twojego bloga, ale sukcesywnie nadganiam :)
      2. Ja też o wiele za późno się za to zabrałam, w zasadzie całkiem niedawno.
      3. Tak, zwlekanie też jest niedobrą rzeczą, ale ja wiem, że prędzej czy później i tak bym założyła firmę.
      4. Masz rację, referencje dla grafików mogą być raczej taką kropką nad i.

      Co do poczytnego bloga – to chyba nie ma uniwersalnego przepisu :)

  • Katarzyna Bogusz-Przybylska

    Ja bym jeszcze dodała – ceń się od początku. To tak w nawiązaniu do zleceń za złotówkę. Nie mam tu na myśli wystawiania wygórowanych stawek, ale mierzi mnie, gdy ludzie uczą początkujących przedsiębiorców, że na początku trzeba pracować za darmo, żeby sobie wyrobić renomę, referencje itp. Moim zdaniem oferowanie darmowych usług przyciąga konkretną grupę klientów (niekoniecznie tych pożądanych) i ciężko się z niej później uwolnić.

    I jeszcze druga rzecz – podejmowanie zleceń tylko dlatego, że dadzą kasę, ale niekoniecznie są związane z prawdziwą misją naszej działalności.

    • http://www.blogfreelancerki.pl/ Gosia Zimniak

      Co do cenienia siebie absolutnie się zgadzam :)
      Co do drugiej kwestii – to mam podobne podejście jak do specjalizacji – tak naprawdę potrzebowałam czasu, zrealizowania różnych zleceń, żeby odkryć moją prawdziwą misję. Poza tym na początku nie szło mi tak świetnie, żeby mieć poczucie, że robię coś ‚dla kasy’, robiłam różne zlecenia, żeby mieć się z czego utrzymać :)

      • Katarzyna Bogusz-Przybylska

        Ale nadal poruszałaś się w granicach tego, co robisz dziś tylko dziś obszar jest zawężony jak rozumiem? Ja miałam na myśli sytuacje, kiedy ktoś poświęca czas np. na pracę opiekunki dziecięcej (bo akurat takie zlecenie się trafiło), podczas gdy ma firmę zajmującą się szyciem ubrań dla kobiet.

        • http://www.blogfreelancerki.pl/ Gosia Zimniak

          Tak, raczej zawsze był to obszar mojej działalności (a że mam podwójny zawód był to bardzo szeroki obszar – dzisiaj go zawężam).

  • http://pracowniaedukreacji.pl/ Agnieszka Siołek-Cichocka

    Ja powiedziałabym sobie, aby nie słuchać rad tych, którzy nie mają doświadczenia w życiu pozaetatowym i prowadzeniu własnego biznesu.

    Poza tym wychodziłabym częściej do ludzi z tym, co robię.

    I jeszcze o wiele wcześniej wygnałabym siebie na kurs asertywności 😉 Ta kompetencja naprawdę wiele zmieniła we wszystkich płaszczyznach mojej firmy. Bo przełożyła się pozytywnie na komunikację, finanse (wycenianie siebie, podejście do pieniędzy) i zarządzanie sobą.

    • http://www.psychetee.pl/ Magdalena Widłak-psychetee.pl

      Tak, asertywnośc jest bardzo ważna zarówno na etacie, jak i w prowadzeniu własnej działalności ale także w zyciu prywatnym.

    • http://www.babkazielna.pl/ Babka Zielna

      Agnieszka, tak z ciekawości, gdzie robiłaś ten kurs? Bo rozumiem, że jesteś zadowolona :)

      • http://pracowniaedukreacji.pl/ Agnieszka Siołek-Cichocka

        W poznańskiej Pracowni po deszczu :)

      • http://pracowniaedukreacji.pl/ Agnieszka Siołek-Cichocka

        Podrzucam jeszcze linka: http://www.podeszczu.com.pl/

  • http://zonamodna.com/ Marysia

    Ja dla siebie: założyć stronę internetową i nie zrażać się porażkami. Nie mogę zrozumieć czemu stronę robię dopiero teraz…

    • http://www.blogfreelancerki.pl/ Gosia Zimniak

      Czekam na efekty :) Jestem ogromnie ciekawa Twojej strony.

      • http://zonamodna.com/ Marysia

        Jeszcze chwila moment 😉

    • http://www.psychetee.pl/ Magdalena Widłak-psychetee.pl

      Nie staraj się zrozumieć, gruny, że podejmujesz działania prowadzące do zmian! Gratulacje!:)

  • Pilat Anna

    Świetny artykuł. Jestem u Ciebie pierwszy raz i cieszę się, że tutaj trafiłam. Tworzysz bardzo wyjątkową grafikę. Na pewno będę zaglądać. Pozdrawiam ciepło.

  • http://www.pracowniakobiecosci.com.pl Monika Wyderka-Chodak

    Ja mam jedno – bądź cierpliwa i rób to co sobie zaplanowałaś, nie słuchając demotywujących opinii innych.

  • Beata Łuczak

    Pisanie o tym czego sami doświadczamy, ma wielki sens. Blogów, cochaów itp. jak „mrówków”, bardzo łatwo pogubić się w gąszczu informacji i trafić na osobę średnio kompetentną. U Ciebie jest i miło i autentycznie. Pozdrawiam :)

    • http://www.blogfreelancerki.pl/ Gosia Zimniak

      Racja. Też mam alergię na brak autentyczności i pseudoekspertów, dlatego ja nikogo nie udaję, nie jestem coachem czy trenerem, tylko przyjęłam formułę pisania o sobie i swoich doświadczeniach. A jeśli komuś to pomoże, to bardzo się cieszę :)