jak zdobyć pierwsze zlecenie

Jak zdobyć pierwsze zlecenie?

Marzysz o przejściu z etatu na swoje i zastanawiasz się, jak zdobyć swoje pierwsze zlecenia? Obawiasz się, że bez rozpoznawalnej marki i bez portfolio nie uda Ci się rozkręcić własnej działalności? Każdy kiedyś zaczynał i zdobywał swoje pierwsze zlecenia – i właśnie ta myśl przyświeca temu wpisowi, ponieważ postanowiłam zapytać obecnie prężnie już działających freelancerów o ich początki… Mam nadzieję, że będzie to dla Ciebie inspiracja i motywacja do działania, eksperymentowania oraz poszukiwania swojej drogi.

Poniżej freelancerzy zajmujący się różnymi dziedzinami dzielą się historiami swoich pierwszych zleceń.

 


Agnieszka Skupieńska – copywriterka

Ja swoje pierwsze zlecenie zdobyłam przez przypadek. Pracowałam w sklepie internetowym i nawet nie wiedziałam, że można zarabiać zdalnie. Ale na firmową skrzynkę spływał newsletter z jednego z portali ze zleceniami, bo wcześniej właściciel sklepu zlecał tam marketing szeptany. Zainteresowałam się tym portalem i stwierdziłam, że skoro ludzie zarabiają na pisaniu tekstów bez wychodzenia z domu, to ja też mogę spróbować. Pierwsze zlecenie dostałam właśnie w ten sposób, szybko przyszły kolejne, a po jakimś czasie zorientowałam się, że ze zleceń można żyć nie gorzej niż z etatu. Osobom, które szukają pierwszych zleceń radzę przede wszystkim, żeby szukały portali, grup facebookowych, na których potencjalni klienci zamieszczają ogłoszenia. Wśród portali warto zaglądać na Oferię, Olx, Gumtree i to niezależnie od tego, w jakiej działamy branży, bo tam poszukiwani są freelancerzy z różnych branż. Radzę też nie zaczynać od zbyt wysokiej ceny, ale dać niską stawkę po to, by zdobyć pierwsze kontakty i doświadczenie.

agnieszka-skupienska

Agnieszka Skupieńska

Freelancerka, prowadzi biznes online, w którym zarabia na pisaniu tekstów, prowadzeniu blogów oraz własnego sklepu internetowego. Na swoim blogu www.biznesoweinfo.pl opowiada między innymi o pracy freelancera, ale też o prowadzeniu firmy, zarabianiu na blogach i wszystkim, co może zainteresować osoby przedsiębiorcze, które same chcą decydować o swojej zawodowej przyszłości.

 


Andrzej Kidaj – grafik

Pierwsze zlecenia, pewnie jak większość z Was, podłapywałem jeszcze na etacie. Wszystkie z polecenia znajomych. Właściwie do tej pory większość zleceń zdobywam w ten sposób, z tym, że teraz jest łatwiej, bo mam już jako-tako wyrobioną markę.

Nigdy nie wyszedłem sam do klienta z ofertą. Jestem na to zbyt nieśmiały. Autopromocję zacząłem więc naokoło – poprzez serwisy graficzne (np. Digart, Artserwis, Deviantart), grupy biznesowe (np. GoldenLine, BiznesKlasa, Profeo) oraz oczywiście bloga. Teraz doszły serwisy społecznościowe, które pomagają budować markę i dostarczają kilkunastu klientów rocznie.

Na początku własnej DG nie było łatwo, pierwsi klienci pojawiali się sporadycznie. Jeden poszedł za mną jeszcze z agencji, w której byłem wcześniej, bo lubił ze mną pracować. Kilku innych podsunęła zaprzyjaźniona drukarnia. Dopiero po prawie roku pojawił się pierwszy klient, który mnie znalazł w internecie całkiem niezależnie. Obecnie jestem całkiem nieźle wypozycjonowany na frazę „najlepsze studio graficzne w Lublinie” co jest o tyle ciekawe, że nigdy nic nie robiłem w tym kierunku. Ale i tak najczęściej polecają mnie klienci zadowoleni z mojego autorskiego CMS-a.

Moje działania zebrałem na swoim blogu we wpisie Szukamy zleceń.

gajer2-0800 Andrzej Kidaj

Grafik, poligraf, skończony DTPowiec. Ponadto fotograf i webdeveloper (co podobno nie idzie ze sobą w parze, bo wszyscy krzyczą „specjalizacja, specjalizacja”!). Od ponad 14 lat w branży, Od sierpnia 2009 właściciel Studia Graficznego Andy Design.

 

 

 


Ola Gościniak – webdeveloper

Wymarzony, niewymarzony początek mojej firmy.

Swoją działalność gospodarczą rozpoczęłam od stałej współpracy z pewnym studiem projektowym. Współpraca ta miała niestety nielubiany przeze mnie kształt „etatu”. Wyglądało to tak, że przychodziłam do pracy w biurze w pełnym wymiarze godzin od 9.00 do 17.00 od poniedziałku do piątku i miałam nad sobą szefostwo. Jednak mimo tego, że nie tak planowałam sobie swój początek, to podczas 1,5 roku takiej współpracy bardzo dużo się dowiedziałam. Byłam tam wśród grafików jedyną programistką i chętnie uczyłam się wtedy projektowania graficznego. Teraz, z perspektywy czasu, wcale nie traktuję tego czasu jako stracony. Do tej pory utrzymuję kontakty zarówno biznesowe, jak i prywatne z niektórymi osobami, które wtedy poznałam. Uważam, że mój start jako freelancerki byłby znacznie trudniejszy, gdyby nie ta współpraca na początku.

Oczywiście po godzinach pracy na tym „pseudo etacie” szukałam swoich klientów. Zaczęłam od stworzenia własnej strony z portfolio. Następnie zamieściłam na swoim profilu na Facebooku informację, że rozpoczęłam pracę na własny rachunek i poinformowałam wszystkich znajomych, czym się teraz zajmuję. Nie czekałam długo na pierwszą wiadomość. Okazało się, że mój dobry znajomy potrzebuje nowej strony internetowej dla swojego biznesu rodzinnego. Zabrałam się pełna entuzjazmu do pracy nad tym zleceniem i w ten sposób zrealizowałam moje pierwsze SAMODZIELNE zlecenie. Klient (Znajomy) był bardzo zadowolony i usłyszałam od niego miłe słowa po zakończeniu prac. Dokładnie wtedy poczułam, że wybrałam najlepiej jak mogłam i praca na własny rachunek – to jest właśnie TO!

Teraz nie szukam już klientów wśród znajomych, ale nadal jednym z głównych kanałów poszukiwania zleceń jest dla mnie Facebook. Jednak najwięcej zleceń otrzymuję z poleceń, dlatego warto szczególnie dbać o każdego klienta, gdyż jeśli będzie on zadowolony z naszych usług to prawdopodobnie przyprowadzi on ze sobą kolejnych potencjalnych klientów.

aleksandra-gosciniakOla Gościniak

Nazywam się Ola Gościniak. Od ponad 3 lat prowadzę swoją firmę imagospot. Zajmuję się tworzeniem stron i portali internetowych. Powyżej opisane zlecenia dostałam zaraz na początku swojej działalności.  Właśnie ruszam ze swoim blogiem Jestem Interaktywna, na którym dzielę się swoją wiedzą, doświadczeniem i zamierzam udowodnić, że tworzenie stron WWW jest proste. Zapraszam: www.jesteminteraktywna.pl

 


Agnieszka Świetlik – specjalistka marketingu społecznościowego

Moim pierwszym zleceniem było dokończenie projektu, który realizowałam podczas pracy na etacie. Kolejne zlecenia również pochodziły od mojego ostatniego pracodawcy i uważam to za naprawdę świetne rozwiązanie. Każdemu początkującemu freelancerowi radziłabym, aby poszukać zleceń właśnie wśród byłych pracodawców lub współpracowników. Te osoby już nas znają, darzą nas zaufaniem i nie musimy od zera ich do siebie przekonywać. Ja równolegle poszukiwałam czegoś na własną rękę, tzn. bez znajomości i była to bardzo żmudna praca polegająca na tworzeniu bazy firm i wysyłaniu do nich maili z propozycją współpracy. Ale tym sposobem zdobyłam tylko jednego klienta i… jedną propozycję pracy na etacie. Co za tym idzie – nie uważam tej metody za skuteczną i nie polecam jej osobom zajmującym się zawodowo tym co ja.

11988745_749549501823484_3376339096616019490_nAgnieszka Świetlik

Od 2,5 roku jako freelancer zajmuję się świadczeniem usług z zakresu marketingu społecznościowego. Moje pierwsze zlecenie było kontynuacją pracy na etacie, a zdobycie nowego zlecenia nie pochodzącego od byłego pracodawcy zajęło mi 3 miesiące.

Prowadzę bloga www.lifemanagerka.pl


Katarzyna Skotnicka-Nowak – fotografka

Kiedy dostałam wiadomość od Gosi z propozycją napisania o pierwszym zleceniu, bardzo się ucieszyłam, ponieważ uwielbiam czytać Blog Freelancerki!  Bardzo się z nim utożsamiam, gdyż właśnie jako freelancerka-fotograf pracuję już drugi rok.
Ale wracając do tematu głównego: Pracując na etacie (również jako fotograf) wykonywałam różne zlecenia  w celu rozbudowy portfolio (zawsze z tyłu głowy miałam myśl, że jednak chciałabym pracować u siebie). I tak moje portfolio się powiększało, aż w końcu nadszedł czas spróbować na własny rachunek. Pierwsze zlecenie (jak to w życiu bywa) dostałam przypadkiem: szef pewnej firmy szukał fotografa i wypytywał pracowników, czy kogoś znają. Tak ktoś polecił mnie, widząc wcześniej moje prace. Była to tzw. sesja lookbookowa sukienek. Dostałam telefon, przedstawiłam ofertę. Wszystko super.
Tylko zlecenia nie dostałam. Okazało  się, że moja oferta jest za wysoka. Stwierdziłam, że tak miało być. Tworząc ofertę, wiedziałam, że muszę na tym zleceniu zarobić, ale także zdawałam sobie sprawę z kosztów samej sesji. A wychodzę z założenia, że lepiej nie robić zlecenia, niż robić je byle jak. Po jakimś czasie otrzymałam telefon, że jednak firma się na mnie decyduje. Znaleziony przez nich tańszy fotograf nie spełnił oczekiwań. I tak miałam zapewnioną cykliczną pracę. Zaczęłam także wykonywać sesje indywidualne. Okazało się to wyśmienitym pomysłem. Dostając recenzje od moich klientów widzę, że ma to ogromny sens. Nierzadko zdarza się, że wykonując sesję rodzinną, potem dostaję propozycje od tej samej osoby na sesję wizerunkową, reportaż z warsztatów i inne większe zlecenia. Po prostu ktoś docenia moje podejście i rzetelność. Ale wracając do pierwszych zleceń: chciałam zaznaczyć, że w mojej branży sporą część propozycji współpracy dostaję poprzez polecenia. Marketing szeptany to u mnie podstawa. Widzę też już po jakimś czasie, że facebook działa jak taki dobry wirus- sporo zleceń mam właśnie dzięki niemu. Z kolei część zleceń otrzymuję, ponieważ piszę blog (który zresztą powstał, aby moja strona „żyła”). Okazało się, że dzięki niemu lepiej pozycjonuje się moja strona. Kolejny plus pisania :)
Gdybym teraz zaczynała na nowo, pewnie zmieniłabym kilka rzeczy, działała bardziej świadomie. Ale z drugiej strony, to te moje potknięcia czy szukanie drogi pozwoliło mi znaleźć się w tym miejscu, gdzie jeszcze kilka lat temu nie śniło mi się, że będę 😉

fot. PIotr Zimak

fot. Piotr Zimak

Katarzyna Skotnicka-Nowak

Fotografią interesuję się już dobrych 8 lat. W trakcie studiów stwierdziłam, że zajmę się tym zawodowo i zaczęłam szukać pracy w zawodzie fotografa. Na początku rodzina i bliscy nie do końca wierzyli w powodzenie (nie posiadam wykształcenia fotograficznego). Lecz widząc mój upór, teraz bardzo mi dopingują. Pracowałam kilka lat na etacie jako kierownik działu foto, a od niespełna półtora roku jako freelancerka. Zajmuję się fotografią zarówno rodzinną, ślubną, jak i sesjami wizerunkowymi oraz reportażami.

Strona: www.stykowka.pl

profil na Facebooku

profil na Instagramie


Paulina Świderska – stylistka

W zawodzie stylistki pracuję już ponad 10 lat, w tym prawie 2 lata mam swoją firmę. Długo zastanawiałam się jak zdobyć pierwsze zlecenie i jak szukać klientów. Na początku postawiłam na oryginalny pomysł na swój biznes/usługi i dotarcie do klienta.

Wymyśliłam spójną i w miarę kompletną wizję graficzną mojego biznesu. Motywem przewodnim jest wykonana z papieru (origami) damska sukienka, która jest też moją wizytówką (własnoręcznie wykonaną).

Drugim, chyba najważniejszym filarem mojego biznesu jest networking. Udział w niezliczonej ilości , szkoleń, warsztatów, spotkań z ludźmi (potencjalnymi klientami) wszędzie tam gdzie mogłam zaprezentować siebie i mój biznes. Założyłam i aktywnie prowadziłam (wciąż prowadzę) fanpage na facebooku. Starałam się dotrzeć do jak największej liczby osób potencjalnie zainteresowanych moimi usługami i potrzebujących mojej pomocy.

Powoli moje działania zaczęły owocować. Pojawiły się pierwsze klientki/klienci i dzięki nim przyszły kolejne/kolejni. W branży usługowej marketing szeptany jest idealną formą reklamy.

Z perspektywy czasu uważam że wszelkie formy aktywności dające nam rozgłos są istotne i ważne dla pozyskania klienta.

Paulina Świderska

Jestem Osobistą Stylistką – Personal Shopperką. Pomagam ludziom zagubionym w gąszczu modowych informacji, pragnącym odmienić swoje życie, nie potrafiącym korzystać z możliwości jakie daje im własna szafa.
Nie zawsze mamy świadomość, że to krój, kolor i tkanina decydują o idealnej kreacji dla Nas. Moda jest tylko inspiracją i narzędziem do jej stworzenia. Jako osobista stylistka pomagam osiągnąć ten cel. I na koniec ten efekt „Wow”-bezcenne.

Profil na Facebooku

 


Ula Łupińska – korektorka

Moje pierwsze zlecenie… Nawet nie jestem pewna, czy pamiętam, co było pierwsze! Odkąd zaczęłam pracować, robiłam po kilka rzeczy naraz – i tak mi zostało.

Zaczęło się na II roku studiów, gdy uświadomiłam sobie, że samo ukończenie polonistyki niewiele mi da – bo muszę mieć jeszcze coś w CV. Szukałam więc rozmaitych zajęć i na początku prawie wszystko robiłam za darmo. Teraz mówi się na to „do portfolio”. Przyjaciółkę piszącą do magazynu harcerskiego zapytałam, czy nie przydałaby im się korekta. Kolega podrzucił mi kilka zleceń copywriterskich. Koleżance robiącej biżuterię zaoferowałam pomoc przy prowadzeniu bloga i fanpage’a. Znajoma zaprosiła mnie do współtworzenia serwisu książkowego, w którym odpowiadałam za korektę, działania w mediach społecznościowych i czasowo także za pisanie recenzji… To tylko niektóre przykłady. Każde z tych zajęć bez problemu udawało mi się łączyć z nauką, bo nie wymagały obecności w żadnym biurze – wszystko robiłam w domu i w godzinach, które najbardziej mi odpowiadały.

Wraz z początkiem III roku studiów dodatkowo zaczęłam pracować w serwisie matrymonialnym, również zdalnie. To była prawdziwa szkoła życia, bo odpowiadałam tam za mnóstwo rzeczy, a większością nigdy wcześniej się nie zajmowałam! Najbardziej wymagający był e-mailowy i telefoniczny kontakt z użytkownikami. To mi uświadomiło, że jestem dobra w takiej obsłudze klienta (i że lubię to!), oraz dało podstawy do tego, by w przyszłości pracować m.in. jako moderator na forach czy fanpage’ach. Wtedy też zdałam sobie sprawę z tego, że jest to sposób pracy, który bardzo mi odpowiada. Wychowałam się wśród dorosłych, którzy wychodzili na 8 godzin do pracy, i to wydawało mi się naturalne, bo zwyczajnie nie znałam innego wzorca. A tutaj okazało się, że zarabiam pieniądze bez wychodzenia z domu – coś cudownego! (Zwłaszcza dla introwertyka i domatora w jednym).

ulałCały czas dbałam też o to, by ludzie wokół mnie mieli świadomość, czym się zajmuję (lub czym chcę się zajmować), i aby w ich głowach powstało proste skojarzenie: potrzebuję korekty => zwracam się do Uli Łupińskiej. I to zaczęło procentować! Muszę dodać, że oczywiście nie zadziało się to samo z siebie. Odkąd pamiętam, jestem dość aktywna w internecie, a poza tym staram się poznawać nowych ludzi – mimo że najchętniej czas spędzam w domu sama ze sobą i nie umiem w small talk. Ważne jest to, że zdobywając nowych znajomych, poniekąd nawiązuję relacje również z ich znajomymi. Bo jeśli np. siostra mojej koleżanki zapyta ją, czy nie zna kogoś, kto zająłby się korektą jej tekstów – ta koleżanka (prawdopodobnie) poleci mnie, bo (znów prawdopodobnie) to ja jako pierwsza przyszłam jej na myśl (no chyba że zna bardzo dużo korektorek…). Właśnie w podobny sposób w 2011 roku zdobyłam pierwszego dużego klienta, z którym współpracowałam przez kilka lat. Dojście do tego zajęło mi trzy lata.

Ula Łupińska

Zajmuję się poprawianiem tekstów oraz działaniami w mediach społecznościowych dla swoich klientów. Pracuję od prawie 7 lat, a od ponad roku prowadzę swoją firmę Pani Korektor Prywatnie piszę na swoim blogu www.ulalupinska.pl – dla ludzi, którzy lubią język tak jak ja.


A jak ja zdobyłam swoje pierwsze zlecenie? W powyższych wypowiedziach trochę odnajduję swoją historię. Jeszcze pracując na etacie pisałam teksty na zlecenia, które zdobywałam za pośrednictwem portali ze zleceniami. Jednak nie wspominam miło tych początków, ponieważ były to głównie zlecenia za bardzo małe kwoty. Dzisiaj na pewno bym podeszła do tego inaczej – przede wszystkim szanując swoją pracę i biorąc godziwe wynagrodzenie. I podobnie jak u Oli Gościniak – impulsem do założenia własnej działalności była współpraca na pseudo-etacie, z którego, podobnie, zrezygnowałam po 1,5 roku. Natomiast o czym jeszcze chciałabym wspomnieć to to, że moje pierwsze zlecenia ilustracyjne zdobyłam wysyłając portfolio do magazynów. Takie papierowe portfolio, wysyłane tradycyjną pocztą :) Mam wrażenie, że obecnie nie promuje się takiego samodzielnego „wychodzenia do klienta”, jednak ja w ten sposób zdobyłam kilka naprawdę ciekawych zleceń, dlatego uważam, że warto w ten sposób dawać o sobie znać, zwłaszcza jeśli zaczynamy i nie mamy zbudowanej marki czy wypozycjonowanej strony.  I w ogóle początkującym freelancerom  poradziłabym wychodzenie do ludzi  – spotykanie się, uczestnictwo w różnych wydarzeniach… Właśnie to, że zaczęłam spotykać się z innymi ludźmi w tzw. realu było krokiem milowym mojej działalności :) Relacje nawiązane na różnych spotkaniach networkingowych czy podczas różnych warsztatów obecnie procentują biznesowo i nie tylko…

 

Jaki wniosek mi się nasuwa po przeczytaniu tych wszystkich historii? Nie ma jednego niezawodnego sposobu na zdobycie pierwszego zlecenia 😉 Tak naprawdę freelancerzy mają całe spektrum możliwości i nie warto zamykać się w jakiejś jednej metodzie zdobywania klientów (chyba że wypracowaliśmy ją sobie i ona zawsze działa niezawodnie). Jak widać czasami można otrzymać zlecenia całkowicie przypadkowo  – dlatego warto mieć oczy i uszy otwarte, a przede wszystkim samemu być otwartym na nadarzające się okazje i możliwości :) Powodzenia! 

 

Możesz polubić także

  • http://blog.ad3.eu/ Andrzej Kidaj – blog.ad3.eu

    Świetny kawałek artykułu. Dzięki, że znalazło się tu miejsce dla mnie :)

    Tak naprawdę sposobów na rozpoczęcie freelancowania jest tyle, ilu freelancerów.

    • http://www.blogfreelancerki.pl/ Gosia Zimniak

      Bardzo trafny wniosek :)
      To ja jeszcze raz dziękuję :)

  • http://hattu.pl/ Hattu

    świetna robota! :)

  • http://www.pracowniakobiecosci.com.pl Monika Wyderka-Chodak

    Sposobów jest zapewne tyle, ile różnych dziedzin. W jednej sprawdzają się wcześniejsze kontakty, w innym oryginalny pomysł na przedstawienie swojej oferty. Moim zdaniem trzeba szukać, szukać i próbować różnych możliwości. Na pewno w końcu coś zaskoczy. Tylko czasami cierpliwość jest wystawiona na wielką próbę.

    • http://www.blogfreelancerki.pl/ Gosia Zimniak

      Dokładnie, zresztą do takich samych wniosków doszłam podsumowując cały wpis :) No i oczywiście bardzo ważny jest wspomniany przez Ciebie aspekt wytrwałości i konsekwencji.

  • http://www.garden-flow.pl GardenFlow

    Inspirujące ! Ja zaczynam, parę zleceń mam za sobą, ale nadal nie czuję się na tyle mocno, żeby zakładać własną firme. Ciągle przeraża mnie widmo dodatkowych opłat z brakiem dochodów. Ale ruszyłam z blogiem, z czego jestem niesamowicie dumna. Przy okazji chcę wyrazić wdzięczność za to co robisz, bo między innymi właśnie Ty i Twoja praca sprawiła, że się zdecydowałam na ten krok 😉 Mam nadzieję, że wytrwam.

    • http://www.blogfreelancerki.pl/ Gosia Zimniak

      Dziękuję bardzo :) Cieszę się, że motywuję do podążania za własną pasją :)
      Blog prezentuje się świetnie :) Powodzenia! Trzymam kciuki!

  • http://matka-po-raz-pierwszy.blogspot.com/ Gosia

    Ja zaczynałam na słynnym zlecenia.przez.net :) A potem już jakoś samo poszło :)

    • http://www.blogfreelancerki.pl/ Gosia Zimniak

      Też tam zaczynałam, ale miło nie wspominam :)

      • http://matka-po-raz-pierwszy.blogspot.com/ Gosia

        A ja właśnie bardzo miło :) Zdobyłam tam kilka naprawdę fajnych zleceń. Z niektórymi firmami nawiązałam nawet wieloletnią współpracę.

  • http://moje-pokoje.pl Aneta Rumińska

    Dzięki za ten post, jednocześnie merytoryczny i motywujący. Pokazuje, że „się da”! :)

    • http://www.blogfreelancerki.pl/ Gosia Zimniak

      Pewnie, że się da!

  • http://kropkazprzecinkiem.blogspot.com Mika

    świetny tekst ;:) zwłaszcza dla branż, które w zasadzie działają głównie „z polecenia”. Ps. Dodałam Twój wpis na LinkedIn i nie zaciągnęło zdjęcia co z reguły dzieje się samoistnie. Przetestuj „skórkę”, może coś w niej „siedzi” :) LI to wartościowe polecenia :)

    • http://www.blogfreelancerki.pl/ Gosia Zimniak

      U mnie zaciągnęło zdjęcie :)

  • http://www.imagospot.pl/ Ola Gościniak

    Dziękuję Gosiu, że mogłam uczestniczyć w tym artykule! :)

  • http://www.psychetee.pl/ Magdalena Widłak-psychetee.pl

    Mi po lekturze tych wypowiedzi nasuwa się głównie jeden wniosek-człowiek jesy najwazniejszy:) Zarówno człowiek jako ja-czego chcę, jakie mam priorytety oraz człowiek jako klient :)

  • zakupoholiczka

    Każda historia jest równie wciągająca i napawająca nadzieją. Ja swoje pierwsze zlecenia mam za sobą (niektórymi nawet nie mam się co chwalić 😉 ), ale ciągle tego za mało, żeby zająć się freelancingiem na pełny etat. Chociaż kto wie, gdyby postawić wszystko na jedną kartę…