Na blogu

Wciśnij enter aby wyszukać

O tym jak freelance kształtuje nawyki

Gosia Zimniak / ROZWÓJ  / O tym jak freelance kształtuje nawyki
nawyki

O tym jak freelance kształtuje nawyki

O tym jak wyrobić w sobie nawyki powiedziano i napisano już bardzo dużo. Sama mam kilka lektur na ten temat i pewnie, często stosuję tę wiedzę do wprowadzania zmian w życie. A sposobów na wykształcenie nawyku jest wiele… Nie jest łatwo, trzeba się pilnować, czasami potrzeba dużo silnej woli i samodyscypliny, a wszędzie i tak czyhają pokusy, a wymówki same cisną się do gardła. Jednym słowem: katorga! Jednak w związku z nawykami, o których dzisiaj napiszę sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Nawyki bezboleśnie weszły mi w krew. I to bez stosowania wizualizacji sukcesu, wizji nagrody czy publicznego zobligowania się do podjęcia działania.

Oto trzy nawyki, które wyrobiłam w sobie pracując na freelansie.

Bieganie

Mam wrażenie, że gdy pracowałam na etacie jakoś przez cały dzień więcej się ruszałam. Były dojazdy do pracy (droga na przystanek, przestępowanie z nogi na nogę w tramwaju). W biurze też było więcej załatwiania i chodzenia, a wracając z pracy często zahaczało się o miasto czy jakiś sklep. A teraz wstaję z łóżka i już jestem w pracy. Poza tym tak mam, że jak się wciągnę w pracę, to wołami nie można mnie odciągnąć. Rezultat? Wiele godzin przy biurku w domu. Nic tylko po skończonej pracy z niego wybiec 😉 Bieganie dosyć szybko weszło mi w krew. W mojej sytuacji wydało mi się najbardziej adekwatną aktywnością fizyczną: jest intensywnie i na powietrzu. Okazało się, że zakup butów do biegania to była jedna z najlepszych inwestycji w mój biznes. A przy okazji, warto dowiedzieć się, jak wybrać odpowiednie buty do biegania.

Oszczędzanie

Teraz trochę głupio mi to przyznać, ale pracując na etacie, z własnej winy, żyłam „od wypłaty do wypłaty”. Co prawda nie zarabiałam kokosów, więc pozbycie się całej kwoty w miesiąc nie było trudną sprawą, jednak nawet jak mi coś zostało, wydawałam to dzień przed wypłatą. Oszczędzanie wcześniej nie było moją mocną stroną. Za nadprogramowe pieniądze wolałam sobie kupić buty czy spodnie, niż odłożyć je na konto – na tzw. czarną godzinę. Bo w sumie na etacie nie groziły mi za bardzo czarne godziny. Odkąd jestem freelancerką nie raz przekonałam się, że zlecenia, a z tym wpływy na konto, mogą być nieregularne. Czasami brak gotówki może być spowodowany opóźnieniami w zapłatach za faktury. Teoretycznie masz te pieniądze, ale teoretycznymi pieniędzmi nie zapłacisz rachunku czy ZUSu. Wtedy przydaje się jakaś zaoszczędzona kwota. Obecnie fakt, że posiadam oszczędności sprawia, że czuję się pewniej.

Planowanie

Mój dzień zaczynam od (kawy rzecz jasna i to się nie zmieniło od wielu lat) zajrzenia w mój planner: Cóż ciekawego jest dzisiaj do zrobienia? Planuję wiele rzeczy, rozpisuję, tworzę listy „to do”. Pracując na etacie nigdy czegoś takiego nie robiłam. I funkcjonowałam! Skąd ja wiedziałam co mam robić? No tak, ale miałam nad głową przełożonych. Świadomość ich istnienia mnie dyscyplinowała. Gdy zaczynałam działać na własną rękę i samodzielnie dysponować swoim dniem nie byłam zbyt efektywna, traciłam wiele czasu, nie umiałam się zmotywować. Z czasem odczułam potrzebę zapisywania, planowania, dzięki któremu mogłam monitorować moją efektywność. Zobaczyłam, że to mi bardzo pomaga, więc planowanie weszło mi w krew.

 

Gdyby tak kształtowanie wszystkich nawyków było takie łatwe i bezbolesne! Wyjaśnienie tego fenomenu znalazłam u Gretchen Rubin, w książce „Lepiej! 21 strategii, by osiągnąć szczęście”. W opisanych przeze mnie przypadkach dużą rolę odegrała motywacja wewnętrzna. Wewnętrzną motywacją kierujemy się, kiedy robimy coś bez oglądania się na nagrody czy kary. Kiedy robimy coś motywowani wewnętrznie, dużo bardziej prawdopodobne jest, że wejdzie nam to w nawyk, który da satysfakcję – pisze Rubin.

 

Jestem ciekawa, czy Ty masz takie nawyki, których wyrobienie było całkiem bezbolesne? A może zauważasz u siebie nawyki, które pomógł wykształcić Tobie freelance?

 

  • Dorota

    Dopiero zaczynam swój freelance i powoli wychodzę z marnowania czasu. Zarzekałam się, że nigdy nie będę biegać, bo tego nie cierpię (tak myślałam), ale rzeczywiście po wielu godzinach spędzonych przy biurku, albo rano, żeby się rozbudzić zdyscyplinować, bieganie staje się dla mnie coraz bardziej pociągające. Tzn. już zaczęłam biegać i znajduję w tym o dziwo przyjemność 😉 Poza tym od rana pyszne śniadanie, wszystkie zasłony poodsłaniane, żeby było w domu jak najjaśniej, pościelone łóżko (tak, tak – są badania naukowe nt. korelacji między efektywnością ludzi a ścieleniem łóżka 🙂 oraz facebookowa prasówka, żeby przyjemnie zacząć dzień. Kawa raczej później. Dzień zaczynam od ciepłej wody z cytryną. Alkalizuje, a podobno główną przyczyną raka jest zakwaszenie organizmu.

    • Też kiedyś myślałam, że nie cierpię biegania 🙂 A łóżko zawsze ścielę rano, tak po prostu zawsze miałam 😉

    • Kurcze, z tym ścieleniem łóżka faktycznie coś jest! No, nie wyjdę z domu, jak łóżko rozwalone! W ogóle porządek w domu zrobiony najlepiej wieczorem pozwala skupić się na pracy, zamiast nadganiać porządkowe zaległości. Choć nienawidzę mycia garów, a prasowanie zwykle zamykam za drzwiami innego pokoju 🙂

  • Dorota Jędrzejewska

    Ja dość szybko wyrobiłam sobie kilka nawyków: wczesne wstawanie (punkt 7.00), regularne zajęcia fitness, w drugiej kolejności bieganie (bo dokładnie tak jak Ty, wciąż mam poczucie tego ograniczenia ruchowego na freelansie), śniadanie, pierwsze trzy godziny pracy najbardziej intensywne – wtedy daję z siebie wszystko. A potem życie mi się pozmieniało – wyprowadziłam się do zupełnie nowego miasta, nowego mieszkania, partner życiowy też po jakimś czasie się zmienił, ja „zrestartowałam” swoją działalność, zaczęłam od nowa, od początku. I co? Po życiowej burzy za cholerę nie potrafię drugi raz zdyscyplinować się do swoich tak silnych kiedyś nawyków, kolejny raz muszę je w sobie wyrabiać, a wciąż nie wychodzi. Ciągle je łamię, a potem cierpię na wyrzuty sumienia. Dziwnie się z tym czuję i nie wiem dlaczego tak się dzieje. No cóż. Będę próbować dalej.

    • Polecam wspomnianą we wpisie książkę Gretchen Rubin „Lepiej! 21 strategii, by osiągnąć szczęście” (tytuł trochę mylący, ale to jest o tym, jak budować nawyki w zgodzie ze sobą) 🙂

  • Wszystko prawda, tylko jakoś do biegania nie mogę się zmusić. A brzuch rośnie.

    Za to żona na etacie faktycznie ma tendencję do wydawania wszystkiego. A jak coś jej wpadnie ekstra to jeszcze szybciej. Chyba dobrze zrobiłem, że nie mamy wspólnoty majątkowej 🙂

    • Widocznie to jakaś reguła dla kobiet na etacie 😉

  • Pracuję głównie z domu / w terenie i nie mam szefa nad głową. Po prostu jak nie zrobię swojej roboty to nie zarobię, więc fakt, że muszę opłacić rachunki jest „dość” dobrym motywatorem. Muszę dbać o samodyscyplinę, niestety work life balance to dla mnie na razie tylko definicja (na razie sieję plony, więc się tym bardzo nie przejmuję), muszę ogarniać wszystko wokół bloga (umowy, marketing, teksty, negocjacje). Freelancing uczy życia 🙂

  • Planowania nauczyłam się na studiach. Pewnego dnia nie dość, że zrobiło mi się trochę zaległości na uczelni to jeszcze nie miałam z czym jechać do mojego pracodawcy (co drugi piątek mniej więcej jeździłam z projektami firanek do pewnej firmy). Siedziałam przez całą noc smarując pisakami po kalce jakieś kwiatki, bratki i stokrotki, a rano … Pojechałam do domu i dostałam lekcję planowania od taty. Ale takiego prawdziwego planowania nauczyłam się jednak na swoim. Jak i zapisywania wszelkich pomysłów wpadających do głowy.
    A! I dzień też zaczynam od kawy … mmm…
    A z bieganiem… próbowałam. I kijków próbowałam i baseny były, w końcu został tylko spacer z psem rano po chlebek.

  • Co jakiś czas ostro biorę się za planowanie swojego życia – potem przez długi czas tym planem żyję, ale kiedy mam chwilę wolnego, jakoś później nie mogę się zebrać do rozpisywania wszystkiego. W sumie to może i dobrze, że wakacji już prawie nie miewam ;).

    • Ja zawsze wszystko mogę planować i rozpisywać, natomiast muszę się mocno pilnować, żeby trzymać się planów i systematycznie je realizować.

  • Ja pracuję na etacie i jeszcze w domu jako freelancer. To dopiero hardkor 😀 Przynajmniej ustawiłam sobie 23.00 jako godzine gdzie kończę jakąkolwiek pracę, bo jakbym się zapomniała to by mnie chyba wynosili nogami do przodu haha 😀
    Oszczędzam od zawsze. Za to z planowaniem idzie mi różnie 😀 Robię listę, potem zapominam, że ją zrobiłam. Jedynie w google keep sprawdzam czy „o nikim nie zapomniałam” ;p Nie biegam, ale za to się rozciągam – rozciąganie ratuje mi tyłek 🙂