Biznesowe lekcje od Garance Doré

To już jakieś zboczenie 😉 Nawet jak czytam książki pozornie niezwiązane z freelansem – wynajduję w nich biznesowe inspiracje. No bo książka Garance Doré „Love x Style x Life”, jak głosi podtytuł na okładce, jest „Najlepszą książką o stylu, której potrzebujesz”. Chociaż tak obiektywnie patrząc, sama Garance (dla niewtajemniczonych – blogerka, ilustratorka i fotografka związana z branżą modową) jest przedsiębiorczą kobietą, a jej książka nie jest stricte o modzie, tylko o jej stylu życia, którego ważną część stanowi praca i pasja. Uff, czuję się rozgrzeszona :)

Dlaczego na Blogu Freelancerki postanowiłam napisać o książce „Love x Style x Life” Garance Doré?

  • Książka totalnie mnie zauroczyła… Czytanie jej to była ogromna przyjemność, bo: po pierwsze pachnie nieziemsko ( ja chcę perfumy o takim zapachu papieru i druku!), po drugie są w niej ilustracje Garance i mnóstwo pięknych zdjęć, po trzecie Garance ma świetne, lekkie pióro i ogromne poczucie humoru – momentami naprawdę padałam ze śmiechu.
  • Garance Doré też kiedyś był freelancerką… zanim została dyrektor kreatyną swojego własnego studia. Zatem jej kariera jest spełnieniem marzeń pewnie niejednej blogerki/ilustratorki/freelancerki. A na pewno moim :)
  • Książki biznesowe trochę mi się przejadły ostatnio, zauważyłam, że każda kolejna już nic nowego nie wnosi do mojego życia, a właściwie mnie nudzi… Dlatego to, co napisała Garance Doré było dla mnie powiewem świeżego powietrza.

Przy okazji zaznaczę, że do tej pory nie czytałam bloga Garance, wiedziałam kto to, znałam jej ilustracje, a książkę kupiłam pod wpływem impulsu: „Jak to ja miałabym nie mieć książki ILUSTRATORKI Garance Doré?!” I ku mojemu miłemu zaskoczeniu w książce nie jest zbyt dużo mody. Obok opisów ulubionych elementów garderoby Garance, zasad przetrwania podczas Fashion Weeków, porównania stylu życia w Paryżu i w Nowym Jorku, wyłowiłam kilka inspiracji związanych z freelansem i przedsiębiorczym stylem życia.

Do czego zainspirowała mnie Garance Doré?

Dobrze jest czasami złamać zasady…

Biorąc do ręki książkę Garance bałam się jednej rzeczy – że dostanę zaraz wykład o tym, jak skomponować idealną garderobę pełną idealnie dobranych [nudnych] ubrań. Albo przepis na to, jak wykreować perfekcyjny look paryżanki. Garance okazała się całkiem nieperfekcyjną przedsiębiorczą kobietą, artystką, która nie ma nic przeciwko łamaniu zasad i na pewno nie podąża utartymi schematami – zarówno w modzie, jak i w pracy czy prowadzeniu biznesu. Garance pozwala sobie na eksperymenty modowe (przecież nie zawsze trzeba kupować buty, w których umie się chodzić), a jej organizacja pracy w domu pozostawia wiele do życzenia, jak pisze: Jestem freelancerką, więc pracuję w domu. Jak inaczej wytłumaczyć to, że bloguję o najdziwniejszych porach?

W jaki sposób freelancer może złamać swoje zasady? Przyjąć zlecenie inne niż zawsze i zobaczyć, co z tego wyniknie (może się przejedziemy, może okaże się to strzałem w dziesiątkę, warto zaryzykować!), popracować w innym miejscu niż zwykle, zrobić sobie całkowicie wolny wieczór (i do tego offline ;).

…a najlepiej ustanawiać własne

Blog Garance to był jeden z pierwszych blogów tego typu. Jak sama o sobie pisze, była pierwszą uwielbiającą modę ilustratorką prowadzącą blog  (hmm, to ja w takim razie jestem pierwszą uwielbiającą freelance ilustratorką prowadzącą blog!). I w czasach, kiedy to jeszcze nie było tak modne i powszechne – uczyniła z bloga swój sposób na życie. I w czasach, kiedy mamy mnóstwo blogów, małych kobiecych biznesów, Garance w swojej książce inspiruje mnie do podążania własną drogą, skupienia się na swojej niszy i dyktowania w niej warunków.

Warto stworzyć własną definicję sukcesu

Ta inspiracja jest szczególnie ważna dla mnie jako osoby, która widzi dla siebie mnóstwo możliwości, a tak naprawdę czasami czuje ich ciężar (znasz to to uczucie,  gdy chcesz zrobić tyyyle, że już sama nie wiesz, za co najpierw się zabrać i w rezultacie tkwisz w jednym punkcie?). Co robić? Na co postawić w życiu? Garance też miała takie dylematy. Z radą pospieszył Scott Schumann (jej były partner – fotograf, autor bloga The Satorialist), który powiedział jej: „Musisz stworzyć własną definicję sukcesu.” Dzięki temu można podejmować decyzje, które będą zgodne z naszą wizją. Znalezienie tej definicji nie musi trwać 5 minut, warto dać sobie czas i powoli iść za głosem serca.

Droga do tego sukcesu nie jest prosta

W książce Garance Doré opisuje swoje poszukiwania własnego stylu, poszukiwania miłości, ale także poszukiwania swojego miejsca w świecie. Obecnie Garance jest uznawana za ikonę mody, jest prężnie działającą dyrektor kreatywną,  ale jej historia to liczne wzloty i upadki, nie tylko w komponowaniu garderoby, ale i w karierze zawodowej. Jak pisze Garance: „Zgubić się można w sekundę, ale bywa, że znalezienie właściwej drogi trwa latami.”

Co pomaga w szukaniu swojej drogi? Oto najważniejsze punkty, które zanotowałam:

  • ryzykowanie (już była o tym mowa),
  • kierowanie się znakami i wykorzystywanie okazji oraz szans, jakie zsyła nam los,
  • praca z pasją,
  • pozwalanie sobie na błądzenie i popełnianie błędów…
  • …ale też umiejętność zauważenia, kiedy następuje za duży zastój, spowolnienie, kiedy sprawy się za bardzo komplikują; umiejętność rozpoznania, kiedy nadchodzi pora na zmianę i ruszenie do działania,
  • umiejętność otwarcia się na dobrą energię.

Nie wydawaj pieniędzy, których jeszcze nie masz

I tu nie mogę się powstrzymać przed opublikowaniem tego fragmentu z książki:

Jesteś zarobiona po uszy! Właśnie odebrałaś telefon i dowiedziałaś się, że możesz dostać nowe, bardzo ważne (i dobrze płatne) zlecenie.

To prawie zawsze fałszywy alarm, ale robią tak wszyscy freelancerzy na świecie, więc nie zamierzam nikogo krytykować. Bardzo możliwe, że i mnie zdarzyło się kupić płaszcz od Balenciagi dwie minuty przed odebraniem telefonu i usłyszeniem, że robota została odwołana.

Moja rada: może by tak zaczekać, aż ktoś potwierdzi zlecenie?

Wysyłaj liściki z podziękowaniem

Garance opisuje w swojej książce nowojorski zwyczaj dziękowania za wszystko, także dziękowania za podziękowania. Sama po przeprowadzce do Nowego Jorku musiała opanować sztukę dziękowania – wysyłania osobistych liścików pisanych od serca, najlepiej ręcznie. Przeczytałam to i zdałam sobie sprawę ze straszliwej rzeczy… Wysłałam już tyle Kalendarzy Freelancerki i do żadnego nie dołączyłam podziękowania za zakup. Shame on me! Ale już się poprawiam, od dzisiaj każdy, kto zamówi u mnie kalendarz dostanie kartkę z własnoręcznie napisaną specjalną dedykacją i podziękowaniem. O!

Kliknij poniżej, żeby przejść do strony z Kalendarzem:

Chcę Kalendarz Freelancerki ze specjalną wiadomością!

 

I zostając przy podziękowaniach: Garance, thank you for the great time while reading your book!

 

Twoja kolej!

Jestem ciekawa, czy masz tak jak ja, że znajdujesz inspirację do swojej działalności w rzeczach pozornie niezwiązanych z pracą czy biznesem? 

Jaką inspirującą książkę ostatnio czytałaś?